Piotr, którego spotkaliśmy we Freetown, przyznał, że ciągle wraca na kontynent afrykański, głównie z jednego powodu. Podróżując w inne rejony świata, wszystko wydaje mu się być zbyt łatwe i dostępne w porównaniu z Afryką,
Afryka uwodzi, rozkochuje w sobie, a nawet uzależnia. Jednych od swojego piękna, innych od wyzwań, jakie rzuca na każdym kroku, od swojej zmienności i dynamiki, tego, że każda ewentualność jest możliwa.
Jeśli masz czas lub pieniądze (parafrazując R. Kapuścińskiego), osiągniesz wszystko.
Ta miłość jednak nie jest romantyczna, jak każde uczucie spełnione. Wymaga cierpliwości, zgody, zaangażowania, otwartości i chęci zrozumienia. Czasem jest niewdzięczna, absurdalna. Czasem łagodna i dobroduszna. Może zmęczyć, na pewno nie znudzić.
Czas.
Ludzie Zachodu zaprzęgnęli go na własny użytek w ryzy i swoje zagubienie, tam- gdzie chwila przed zmierzchem trwa tylko sekundę a jutro nie ma znaczenia, jest nie określony i płynny. Oczekiwanie i godziny mijające na robieniu niczego, spędzone pod mangowcem, palmą, na dworcach, w taksówkach, w kolejkach bez ładu i składu, są jak żmudna lekcja cierpliwości, i mimo, że nie jesteśmy biedni i ślepi, nie wybraliśmy życia w trybkach korporacji, to i tak mierzi j e g o marnotrawstwo i ogólny brak organizacji. Nie śpieszy się nikomu, chyba, żeby skasować pieniądze..
Ludzie Zachodu zaprzęgnęli go na własny użytek w ryzy i swoje zagubienie, tam- gdzie chwila przed zmierzchem trwa tylko sekundę a jutro nie ma znaczenia, jest nie określony i płynny. Oczekiwanie i godziny mijające na robieniu niczego, spędzone pod mangowcem, palmą, na dworcach, w taksówkach, w kolejkach bez ładu i składu, są jak żmudna lekcja cierpliwości, i mimo, że nie jesteśmy biedni i ślepi, nie wybraliśmy życia w trybkach korporacji, to i tak mierzi j e g o marnotrawstwo i ogólny brak organizacji. Nie śpieszy się nikomu, chyba, żeby skasować pieniądze..
Transport publiczny.
Nie trzeba wyjaśniać, że nie ruszysz się z miejsca, jeśli twoje poda poda, tro tro, geli geli czy shared taxi nie jest pełne. Nonsensownie poczekasz w środku auta, w najgorętszą porę dnia. Nie ma za to problemu z nad stanem pasażerów, wówczas choćby śmierć zaglądała w oczy na każdym zakręcie człowiekowi jadącemu na przedniej masce samochodu- zapłacił, zmieści się, dojedzie na ...czas. Nie wiem czy w całości.
Podróżować można również w bagażniku, nie koniecznie w samotności, o dachu nie ma co wspominać, w dyskomforcie totalnego ścisku, z czego jedynym plusem jest tylko bliższa (!) znajomość z resztą przyzwyczajonych do niedoli współpasażerów, którzy poczęstują owocem, zapytają o samopoczucie, pogadają o polityce, wskażą potem drogę to taniego noclegu.
Takie życie i można je sobie urozmaicać, przebierać w mini busikach, zwykle nazywanych zgodnie z sumieniem imieniem boga i w imię Boga gnać na zabicie "Determinacją", do celu.
Innym razem taksówką w 14 osób. Kierowcy, który upchnął już wszystkich w środku nie przeszkadza przypomnieć sobie o prywatnych sprawach, zjeść posiłek, zrobić zakupy, pojechać do mechanika, o zatankowaniu nie wspomnę, pasażerowie nie uciekną w takim upale.
Również autobus międzynarodowej linii przysporzy atrakcji, każe płacić łapówki na każdym check poincie, nie zdąży przekroczyć granicy przed jej zamknięciem, będzie miło spać pod gwiazdami, ale przecież to też nie pierwszyzna. Warto odpocząć, przed nami może kolejne kilkanaście godzin jazdy..
Moto taksówka? W cztery osoby motorkiem plus nadbagaż? W miejskich korkach niezastąpiona! Żywię absolutny podziw dla ich kierowców, ekwilibrystyka w wąskich uliczkach, niema współpraca z pasażerami, którzy dzięki refleksowi uchodzą z życiem przy hamowaniu, przepychaniu się, rywalizacji z większym, szybszym, silniejszym. Dlaczego wy biali zawsze trzymacie się podczas jazdy?
Korupcja.
Pewnie wystarczy się wybrać na wschodnią granicę, żeby podejrzeć jak banknoty lądują w dokumentach, a celnicy odpowiadają na to uśmiechem.
Albo cofnąć się o lat kilka w naszym pięknym, często równie egzotycznym kraju.
OK, wcale nie cofać.
Jednak bezpruderyjne wyciąganie rąk po łapówkę nie raz raziło nas w oczy a czasem trzeba było wybierać między zasadami a np wygodą czy szybkością załatwienia sprawy.
Łatwo mówić i oceniać, kiedy jest się przechodniem, obserwatorem, trudniej tak żyć. Jaka jest granica między "zwyczajem" a "nagradzaniem" za wykonywanie obowiązku. Jak stwarzać zmiany, skoro granica się zatarła? I czy istnieje w ogóle potrzeba zmian. Nasza tymczasowość i biała skóra dawała nam przywilej sprzeciwu, który wywoływał najczęściej zdziwienie. Jak to nie zapłacisz, musisz zapłacić, to jest nasza tradycja. Zdziwienie nazywania rzeczy po imieniu wychodziło od ludzi, którzy płacili, współpasażerów, czekających w kolejkach do ambasad, nie od przyjmujących kasę. Zwyczajem, którego nie rozumiemy może być "prezent" dla szefa wioski, by ten ruszył czcigodne cztery litery na spotkanie z fundacja, która chce coś zrobić dla jego społeczeństwa. Co innego policjant zatrzymujący przypadkowe samochody, by zarobić na lunch. Wybór? Można się zatrzymać i zapłacić, można próbować się wywinąć i prawie przejechać przedstawiciela władzy, to normalka. Szacunku do munduru raczej nie zauważyliśmy. Mauretania, Gwinea, Ghana, Sierra Leone. Mówimy o tych krajach, szkoda generalizować do całej reszty, choć nie przypuszczam by było inaczej.
Nasz znajomy planuje wyjazd w celach zarobkowych do Europy, jednak interesy woli robić w swoim kraju. W Europie trzeba płacić podatki, u siebie zarobione pieniądze potroi w krótkim czasie.
Ludzie.
Gościnność, otwartość, ciekawość, życzliwość, temperament, śmiech, to pierwsze co przychodzi do głowy na hasło - ludzie Afryki Zachodniej.
Podróż to jednak zbiór różnych wrażeń, nierzadko nie miłych, nigdy na całość nie powinny wpływać pojedyncze przypadki. Nieporozumień często dostarczała mentalność, czyli inność rozumienia rzeczywistości. Najczęściej inaczej rozumieliśmy rozbieżność w cenach za przejazdy, posiłki, produkty i noclegi, rozbieżność w stosunku do nas i do miejscowych, a przecież jechaliśmy jak oni, niczym sardynki w puszce, jak oni jedliśmy w przydrożnych gar kuchniach (Czy to kurczak? Nie, to mięso. Jakie mięso? ....No, mięso. Ale z czego to mięso? mięso!.????....z krowy), spaliśmy jak inni pod chmurką, bo w wynajętych pokojach był zaduch, brudne łóżka, karaluchy i dziurawa moskitiera.
Można było być również zaskoczonym na rozdźwięk pomiędzy kosztem a standardem, gdy dodatkowym, po wiaderku i kubełku, wyposażeniem łazienki były zużyte prezerwatywy, i nikt od dawna w wynajmowanym pokoju nie wymienił pościeli, nie przetarł kurzu czy pajęczyn; cena bynajmniej nie była negocjowalna.
Dziwiło, że w dni (bardziej) targowe ulice nie były wyłączone z ruchu, co nie znaczy, że były przejezdne, a kierowców nie ograniczało 50 km/h.
Dziwiło, że gdy od godziny zbierało się na deszcz (ulewę, burzę, sztorm - ogromne, groźne chmury, pomruki i przebłyski nieba), to wszyscy czekali do ostatniej chwili, by na pierwszą kroplę zareagować jak na poparzenie, tratując wszystko i wszystkich po drodze, walcząc o taksówkę.
Dziwiło, że raz, kto pierwszy ten lepszy, a innym razem komitet kolejkowy. To, że gdy jest napisane obok banku - bankomat, to nie znaczy, że naprawdę istnieje. To, że karta menu zawiera wiele potraw, to nie znaczy, że wszystkie można zamówić, bo tak naprawdę wszystko zależy od humoru obsługi, która może mieć akurat ochotę na drzemkę. To, że właściciel hoteliku zaproponował wachlarz usług, a kiedy z jednej chcieliśmy skorzystać, okazało się, że to na wyrost było. To, że whisky w saszetce kosztuje tyle co 0,5 litra filtrowanej wody, a za puszkę coli zapłacisz 10 krotność tej ceny.
Ale okazji do śmiechu dostarczaliśmy zapewne częściej my sami, z zielonymi plecakami brano nas za wojskowych, nasze twarze zdradzały zmęczenie, pociliśmy nadmiernie, bardziej i więcej, podczas zakupów uprzejme panie wachlowały nasze czerwone od gorąca twarze, wprawiając nas w zakłopotanie. Podróżowaliśmy w trójkę, jeden mężczyzna i dwie kobietki, więc Krzysztof zbierał albo gratulacje, albo pośredniczył w matrymonialnych propozycjach wobec nas...Wyjaśnialiśmy tysiące razy nasze relacje, a często nie pozwalano nam spać w trójkę w jednym pokoju, mimo, że w tych krajach wielożeństwo jest czymś normalnym. Okazało się, że spać w jednym pomieszczeniu nie można przedstawicielom tej samej płci, nasi znajomi, ojciec z synem, mieli ten sam problem, nie ważne, że to miejsce, było burdelem.
Biurokracja.
Koszty przejechania przez kilka krajów Afryki, przekraczają czasem sens ich odwiedzenia. W tym roku nie udało się nam odwiedzić Ghany i zrealizować ważnej dla nas rzeczy właśnie ze względu na głupie i zmieniające się ciągle przepisy prawne lub widzimisię urzędników. Nic nowego, ale to niestety zniechęca i przez takie doświadczenia nie znaleźliśmy w sobie więcej determinacji na to by próbować innych dróg lub innych granic.
Takich przykładów można by mnożyć, pewnie nie pamiętamy o tych oczywistych, lub one przestały nas już dziwić, a może dziwią nas rzeczy, które u nas też są normalką. Np transport.. wystarczy sobie przypomnieć warunki jazdy w KZK GOP ...
Zyskaliśmy kolejnych przyjaciół w drodze, tych bezimiennych ludzi, i tych, z którymi mamy nadzieję na dalszy kontakt, którzy łamali nie jeden stereotyp i zadziwiali nas swoją serdecznością. Bez ich pomocy ...
:)
Mal d` Africa... Czy sprawi, że znów wybierzemy się w drogę?
Pewnie wystarczy się wybrać na wschodnią granicę, żeby podejrzeć jak banknoty lądują w dokumentach, a celnicy odpowiadają na to uśmiechem.
Albo cofnąć się o lat kilka w naszym pięknym, często równie egzotycznym kraju.
OK, wcale nie cofać.
Jednak bezpruderyjne wyciąganie rąk po łapówkę nie raz raziło nas w oczy a czasem trzeba było wybierać między zasadami a np wygodą czy szybkością załatwienia sprawy.
Łatwo mówić i oceniać, kiedy jest się przechodniem, obserwatorem, trudniej tak żyć. Jaka jest granica między "zwyczajem" a "nagradzaniem" za wykonywanie obowiązku. Jak stwarzać zmiany, skoro granica się zatarła? I czy istnieje w ogóle potrzeba zmian. Nasza tymczasowość i biała skóra dawała nam przywilej sprzeciwu, który wywoływał najczęściej zdziwienie. Jak to nie zapłacisz, musisz zapłacić, to jest nasza tradycja. Zdziwienie nazywania rzeczy po imieniu wychodziło od ludzi, którzy płacili, współpasażerów, czekających w kolejkach do ambasad, nie od przyjmujących kasę. Zwyczajem, którego nie rozumiemy może być "prezent" dla szefa wioski, by ten ruszył czcigodne cztery litery na spotkanie z fundacja, która chce coś zrobić dla jego społeczeństwa. Co innego policjant zatrzymujący przypadkowe samochody, by zarobić na lunch. Wybór? Można się zatrzymać i zapłacić, można próbować się wywinąć i prawie przejechać przedstawiciela władzy, to normalka. Szacunku do munduru raczej nie zauważyliśmy. Mauretania, Gwinea, Ghana, Sierra Leone. Mówimy o tych krajach, szkoda generalizować do całej reszty, choć nie przypuszczam by było inaczej.
Nasz znajomy planuje wyjazd w celach zarobkowych do Europy, jednak interesy woli robić w swoim kraju. W Europie trzeba płacić podatki, u siebie zarobione pieniądze potroi w krótkim czasie.
Ludzie.
Gościnność, otwartość, ciekawość, życzliwość, temperament, śmiech, to pierwsze co przychodzi do głowy na hasło - ludzie Afryki Zachodniej.
Podróż to jednak zbiór różnych wrażeń, nierzadko nie miłych, nigdy na całość nie powinny wpływać pojedyncze przypadki. Nieporozumień często dostarczała mentalność, czyli inność rozumienia rzeczywistości. Najczęściej inaczej rozumieliśmy rozbieżność w cenach za przejazdy, posiłki, produkty i noclegi, rozbieżność w stosunku do nas i do miejscowych, a przecież jechaliśmy jak oni, niczym sardynki w puszce, jak oni jedliśmy w przydrożnych gar kuchniach (Czy to kurczak? Nie, to mięso. Jakie mięso? ....No, mięso. Ale z czego to mięso? mięso!.????....z krowy), spaliśmy jak inni pod chmurką, bo w wynajętych pokojach był zaduch, brudne łóżka, karaluchy i dziurawa moskitiera.
Można było być również zaskoczonym na rozdźwięk pomiędzy kosztem a standardem, gdy dodatkowym, po wiaderku i kubełku, wyposażeniem łazienki były zużyte prezerwatywy, i nikt od dawna w wynajmowanym pokoju nie wymienił pościeli, nie przetarł kurzu czy pajęczyn; cena bynajmniej nie była negocjowalna.
Dziwiło, że w dni (bardziej) targowe ulice nie były wyłączone z ruchu, co nie znaczy, że były przejezdne, a kierowców nie ograniczało 50 km/h.
Dziwiło, że gdy od godziny zbierało się na deszcz (ulewę, burzę, sztorm - ogromne, groźne chmury, pomruki i przebłyski nieba), to wszyscy czekali do ostatniej chwili, by na pierwszą kroplę zareagować jak na poparzenie, tratując wszystko i wszystkich po drodze, walcząc o taksówkę.
Dziwiło, że raz, kto pierwszy ten lepszy, a innym razem komitet kolejkowy. To, że gdy jest napisane obok banku - bankomat, to nie znaczy, że naprawdę istnieje. To, że karta menu zawiera wiele potraw, to nie znaczy, że wszystkie można zamówić, bo tak naprawdę wszystko zależy od humoru obsługi, która może mieć akurat ochotę na drzemkę. To, że właściciel hoteliku zaproponował wachlarz usług, a kiedy z jednej chcieliśmy skorzystać, okazało się, że to na wyrost było. To, że whisky w saszetce kosztuje tyle co 0,5 litra filtrowanej wody, a za puszkę coli zapłacisz 10 krotność tej ceny.
Ale okazji do śmiechu dostarczaliśmy zapewne częściej my sami, z zielonymi plecakami brano nas za wojskowych, nasze twarze zdradzały zmęczenie, pociliśmy nadmiernie, bardziej i więcej, podczas zakupów uprzejme panie wachlowały nasze czerwone od gorąca twarze, wprawiając nas w zakłopotanie. Podróżowaliśmy w trójkę, jeden mężczyzna i dwie kobietki, więc Krzysztof zbierał albo gratulacje, albo pośredniczył w matrymonialnych propozycjach wobec nas...Wyjaśnialiśmy tysiące razy nasze relacje, a często nie pozwalano nam spać w trójkę w jednym pokoju, mimo, że w tych krajach wielożeństwo jest czymś normalnym. Okazało się, że spać w jednym pomieszczeniu nie można przedstawicielom tej samej płci, nasi znajomi, ojciec z synem, mieli ten sam problem, nie ważne, że to miejsce, było burdelem.
Biurokracja.
Koszty przejechania przez kilka krajów Afryki, przekraczają czasem sens ich odwiedzenia. W tym roku nie udało się nam odwiedzić Ghany i zrealizować ważnej dla nas rzeczy właśnie ze względu na głupie i zmieniające się ciągle przepisy prawne lub widzimisię urzędników. Nic nowego, ale to niestety zniechęca i przez takie doświadczenia nie znaleźliśmy w sobie więcej determinacji na to by próbować innych dróg lub innych granic.
Takich przykładów można by mnożyć, pewnie nie pamiętamy o tych oczywistych, lub one przestały nas już dziwić, a może dziwią nas rzeczy, które u nas też są normalką. Np transport.. wystarczy sobie przypomnieć warunki jazdy w KZK GOP ...
Zyskaliśmy kolejnych przyjaciół w drodze, tych bezimiennych ludzi, i tych, z którymi mamy nadzieję na dalszy kontakt, którzy łamali nie jeden stereotyp i zadziwiali nas swoją serdecznością. Bez ich pomocy ...
:)
Mal d` Africa... Czy sprawi, że znów wybierzemy się w drogę?
A ja już nic nie powiem więcej..bo przecież nic dodać nic ująć. :)
OdpowiedzUsuńTHIS IS AFRICA!
To be continued...
Kochani zniewoleni Afryką
OdpowiedzUsuńWidać ,że było to dla was wielkie wyzwanie...
Jedliczaki
"Travel is glamorous only in retrospect."
OdpowiedzUsuńPaul Theroux
Czas doskonale sobie radzi ze złymi wspomnieniami, zachowując je w pamięci jako przygody, a te dobre gloryfikuje do rangi mitu.
AD