Kingbaba, krol na wlosciach w "Traditions" dobrze nam zyczyl radzac bysmy wykupili dodatkowe miejsce w taksowce do Labe. Uparlismy sie jednak jechac na raty mniejszymi odcinkami przez Velingare, Mande i Koundare. Stracilismy oczywiscie godziny zanim kolejne wehikuly zaladowaly sie zadowalajaca liczba podroznych. Do granicy z Senegalem dowiozl nas wrak peugeota 504, ktory nie mial prawa juz jechac. Zreszta moze to wcale nie byl ten model samochodu, trudno byc pewnym.
Do Mandy oddalonej od granicy jakies 40 km zajechalismy troche przez zachodem slonca, sept place taxi nie chciala sie zapelnic a atmosfera na wielkim rondzie, na ktorym znajdowalo sie miasteczko, nie byla zachecajaca. Ogromny halas, gwar, targowisko, zlodzieje i kalecy, zebrzace dzieci. Kierowcy ubijajacy interesy wstrzynali gniewne dyskusje a nawet bojki, z dusza na ramieniu wsiedlismy po ciemku do auta i w scisku dotarlismy do granicy. Auto pomiescilo 14 osob na siedem miejsc a nie doliczylam sie jeszcze tych jadacych na dachu. Nocka na granicy bylabycalkiem znosna, gdyby nie lekkie przeziebienie, ktore dopadlo po kolei kazdego z nas. Kasi urodziny odbyly sie pod gwiazdami ale swietowanie musielismy odlozyc na inny dzien.
W Koundarze nie warto bylo sie zatrzymywac, jednak wysiedlismy wykonczeni podroza. Kolejny dzien to droga do Labe, przedsionka Fouta Dijon, niezwykle pieknego zakatka, ktory trzeba sie spieszyc zobaczyc, poki jeszcze nie wybudowane drogi, nie wzmiocnione mostki....
7 godzin jazdy dostarczyly nam pieknych widokow i pare momentow ekscytacji - zaladowany bagazem 2 metry ponad dach samochod zachodzil przy ostrych zakretach, ale 10 osob gniezdzacych sie w srodku trzymalo mocno kciuki za bezpieczna jazde...Nie, to tylko moja wyobraznia, wspolpasazerownie spali ciasno do siebie przytuleni, tylko my filtrujac zakurzone powietrze, z niepokojem spogladalismy w przepascie.
Kierowca nie raz ryzykowal a my klnac na niego powtarzalismy, ze skoro on nie planuje jutra, nie znaczy ze my tez...
Z Labe pojechalismy w strone Dakoli nazywanej Szwajcaria Afryki, zaiste wszystkie miasteczka i wsie na tej trasie sa malowniczo polozone miedzy zielonymi wzgorzami. Na przystankach chowamy sie przed sloncem w iglastym lesie, gdzie pachnie jak w ojczystych stronach; gdyby nie te kolorowe ptaki i palemki...
Gwinea jest slabo rozwinieta jesli chodzi o turystyke, co ma swoje bardzo dobre strony, za udzielona informacje wystarczy dziekuje...
Potencjal jest ogromny, widac, ze buduje sie drogi, wielu spotykach ludzi chwali swoj kraj, wymienia bogactwa naturalne. Gorzej jest z polityka. Sulejman dlugo opowiada o kolejnych prezydentach , opozycji rzadu, ktora laduje za byle co w lokalnym wieziniu (i z niego nie wraca), o przewrotach, dojsciu do wladzy kolejnych zadnych wladzy, bo kazdy ma chrapke na stolek prezydenta i wielkie pieniadze, kazde z lokalnych plemion, Fula, Susu, Forrestier, Malinka, widac wyraznie podzialy, nawet Sulejman, chlopak po studiach, z pochodzenia Fula, wychwala swoje plemie jako najbardziej sprytne, najbogatsze, najmniej sklonne do korupcji. Juz wiadomo skad te wojny w Afryce, stwierdza Kasia.
Sulejman chce uciekac, z kraju, najlepiej do Europy, jeszcze przed naszym przyjazdem przejrzal oferte Uniwersytetu Warszawskiego, tutaj ciezko o prace nawet wyksztalconym ludziom, a jednak nie widac wielkiej biedy, a moze bardziej - bardzo wyraznie widac kontrast. Dobre samochody i wysokie ceny.
Do Conakry docieramy poznym wieczorem, w polecanym hoteliku nie ma miejsc wiec ladujemy w innym, za drogim jak na nasze kieszenie, za drogim zwlaszcza w stosunku do standardu.
Na drugi dzien szukamy czegos lepszego, udaje sie znalezc motelik De Prividence, ktory ma swoja dodatklowa funkcje - wynajmuje pokoje na godziny. Po klienteli sadzac, nie jest to miejsce typowe na skok w bok. To malzenstwa korzystaja masowo z takich przybytkow, by zaznac intymnosci, o ktora trudno w domach pelnych dzieci,siostr, braci, wujkow ect.
Odsetek analfabetyzmu w Gwinei jest bardzo wysoki, mlody 25 letni mezczyzna moze miec juz piecioro dzieci i dwie zony, a zanim dobiegnie 40 tki ten stan znacznie sie powiekszy. Ich dzieci nie pojda do szkoly, mimo, ze jest darmowa, dojazd, mundurki, ksiazki, wszystko kosztuje, kolo beznadziei obraca sie bez konca.
Pracujace dzieci probujace przetrwac kolejny dzien, oto widok tak bardzo powszechny, nikt nie widzi przyszlosci ani szans na zmiany.
Kawa.
Oprocz milego, dosc chlodnego, w porownaniu do Gambii klimatu, Gwinea ma cos wspanialego do zaoferowania...Otoz kawa :) Nie spodziewalismy sie w Afryce Zachodniej skosztowac prawdziwej kawy a tu na kazdym rogu ulicy funkcjonuja kafejki serwujace dosc dobra kawe z makinetek podawana w filizankach na espresso..Panowie w garniturach lub w lokalnych ubraniach, lub zupelnie swobodnie, w zakurzonych podkoszulkach w przydroznych barach, siedzacy w plasikowych ogrodowych krzeslach sacza czarny napoj, chlipiac czarny plyn trzymany w wielkich, niezgrabnych dloniach.
Biurokracja.
Jak juz wiecie, w Conakry, ktore mialo byc takie bezproblemowe, nie dostalismy wiz do Ghany. Oficjalnie powinnismy mieli miec list polecajacy od kogos z Ghany, taki spreparowalismy, ale to nie wystarczylo. Nie rezydent takiej wizy nie dostanie, nawet za krocie. Zdecydowalismy wiec jechac do Freetown i tam sprobowac, nie mniej zaryzykowalismy, bo do sasiedniego Ivory Coast tez nie wyrabialismy (zawrotna cena).
Dzis jestesmy juz w Sierra, kraj jest po prostu boski, bardzo przypomina Ghane, zarowno zabudowania w stolicy, jak i ludzie, muzyka, jakas taka swoboda i otwartosc. Ostatecznie wiec mozemy tu zostac i skupic sie na tym jednym kraju. Niestety leciec stad raczej nie bedziemy, bilety sa koszmarnie drogie i musielibysmy juz sie pakowac, byc moze z sasiedniego Conakry, najtaniej wyszloby z Accry, ale to juz jest bardzo malo prawdopodobne- kasa, kasa, kasa. Jesli narzekamy na Polske, my w kraju i my zyjacy za granica, ze w stosunku do zarobkow jest po prostu za droga, to co mozna powiedziec o Afryce. Kasia, ktora ma porownanie ze Wschodnia Afryka, twierdzi, ze jest tu dwukrotnie drozej.
Liczac koszty zawyzalismy je a jednak i tak wydajemy wiecej.
Decyzja, co dalej, ktora wciaz odkladamy jest wiec decyzja - czy pozbyc sie wszystkich pieniedzy i znowu na hard corze zaczynac od nowa?
Kasia z Krisem pojechali wlasnie do portu, szukac mozliwosci na poplyniecie do Accry, wiec jak widzicie ciezko nam sie poddac, mimo, ze to moglyby byc naprawde fajne w a k a c j e, takie pod palemka, z rezerwatami przyrody, brakiem utraty wagi ;) hihi itp
Damy znac co postanowilismy, tymczasem pozdrowienia z glosnej, lepiacej sie od wilgoci kafejki we Freetown!
A&K&K
Do Mandy oddalonej od granicy jakies 40 km zajechalismy troche przez zachodem slonca, sept place taxi nie chciala sie zapelnic a atmosfera na wielkim rondzie, na ktorym znajdowalo sie miasteczko, nie byla zachecajaca. Ogromny halas, gwar, targowisko, zlodzieje i kalecy, zebrzace dzieci. Kierowcy ubijajacy interesy wstrzynali gniewne dyskusje a nawet bojki, z dusza na ramieniu wsiedlismy po ciemku do auta i w scisku dotarlismy do granicy. Auto pomiescilo 14 osob na siedem miejsc a nie doliczylam sie jeszcze tych jadacych na dachu. Nocka na granicy bylabycalkiem znosna, gdyby nie lekkie przeziebienie, ktore dopadlo po kolei kazdego z nas. Kasi urodziny odbyly sie pod gwiazdami ale swietowanie musielismy odlozyc na inny dzien.
W Koundarze nie warto bylo sie zatrzymywac, jednak wysiedlismy wykonczeni podroza. Kolejny dzien to droga do Labe, przedsionka Fouta Dijon, niezwykle pieknego zakatka, ktory trzeba sie spieszyc zobaczyc, poki jeszcze nie wybudowane drogi, nie wzmiocnione mostki....
7 godzin jazdy dostarczyly nam pieknych widokow i pare momentow ekscytacji - zaladowany bagazem 2 metry ponad dach samochod zachodzil przy ostrych zakretach, ale 10 osob gniezdzacych sie w srodku trzymalo mocno kciuki za bezpieczna jazde...Nie, to tylko moja wyobraznia, wspolpasazerownie spali ciasno do siebie przytuleni, tylko my filtrujac zakurzone powietrze, z niepokojem spogladalismy w przepascie.
Kierowca nie raz ryzykowal a my klnac na niego powtarzalismy, ze skoro on nie planuje jutra, nie znaczy ze my tez...
Z Labe pojechalismy w strone Dakoli nazywanej Szwajcaria Afryki, zaiste wszystkie miasteczka i wsie na tej trasie sa malowniczo polozone miedzy zielonymi wzgorzami. Na przystankach chowamy sie przed sloncem w iglastym lesie, gdzie pachnie jak w ojczystych stronach; gdyby nie te kolorowe ptaki i palemki...
Gwinea jest slabo rozwinieta jesli chodzi o turystyke, co ma swoje bardzo dobre strony, za udzielona informacje wystarczy dziekuje...
Potencjal jest ogromny, widac, ze buduje sie drogi, wielu spotykach ludzi chwali swoj kraj, wymienia bogactwa naturalne. Gorzej jest z polityka. Sulejman dlugo opowiada o kolejnych prezydentach , opozycji rzadu, ktora laduje za byle co w lokalnym wieziniu (i z niego nie wraca), o przewrotach, dojsciu do wladzy kolejnych zadnych wladzy, bo kazdy ma chrapke na stolek prezydenta i wielkie pieniadze, kazde z lokalnych plemion, Fula, Susu, Forrestier, Malinka, widac wyraznie podzialy, nawet Sulejman, chlopak po studiach, z pochodzenia Fula, wychwala swoje plemie jako najbardziej sprytne, najbogatsze, najmniej sklonne do korupcji. Juz wiadomo skad te wojny w Afryce, stwierdza Kasia.
Sulejman chce uciekac, z kraju, najlepiej do Europy, jeszcze przed naszym przyjazdem przejrzal oferte Uniwersytetu Warszawskiego, tutaj ciezko o prace nawet wyksztalconym ludziom, a jednak nie widac wielkiej biedy, a moze bardziej - bardzo wyraznie widac kontrast. Dobre samochody i wysokie ceny.
Do Conakry docieramy poznym wieczorem, w polecanym hoteliku nie ma miejsc wiec ladujemy w innym, za drogim jak na nasze kieszenie, za drogim zwlaszcza w stosunku do standardu.
Na drugi dzien szukamy czegos lepszego, udaje sie znalezc motelik De Prividence, ktory ma swoja dodatklowa funkcje - wynajmuje pokoje na godziny. Po klienteli sadzac, nie jest to miejsce typowe na skok w bok. To malzenstwa korzystaja masowo z takich przybytkow, by zaznac intymnosci, o ktora trudno w domach pelnych dzieci,siostr, braci, wujkow ect.
Odsetek analfabetyzmu w Gwinei jest bardzo wysoki, mlody 25 letni mezczyzna moze miec juz piecioro dzieci i dwie zony, a zanim dobiegnie 40 tki ten stan znacznie sie powiekszy. Ich dzieci nie pojda do szkoly, mimo, ze jest darmowa, dojazd, mundurki, ksiazki, wszystko kosztuje, kolo beznadziei obraca sie bez konca.
Pracujace dzieci probujace przetrwac kolejny dzien, oto widok tak bardzo powszechny, nikt nie widzi przyszlosci ani szans na zmiany.
Kawa.
Oprocz milego, dosc chlodnego, w porownaniu do Gambii klimatu, Gwinea ma cos wspanialego do zaoferowania...Otoz kawa :) Nie spodziewalismy sie w Afryce Zachodniej skosztowac prawdziwej kawy a tu na kazdym rogu ulicy funkcjonuja kafejki serwujace dosc dobra kawe z makinetek podawana w filizankach na espresso..Panowie w garniturach lub w lokalnych ubraniach, lub zupelnie swobodnie, w zakurzonych podkoszulkach w przydroznych barach, siedzacy w plasikowych ogrodowych krzeslach sacza czarny napoj, chlipiac czarny plyn trzymany w wielkich, niezgrabnych dloniach.
Biurokracja.
Jak juz wiecie, w Conakry, ktore mialo byc takie bezproblemowe, nie dostalismy wiz do Ghany. Oficjalnie powinnismy mieli miec list polecajacy od kogos z Ghany, taki spreparowalismy, ale to nie wystarczylo. Nie rezydent takiej wizy nie dostanie, nawet za krocie. Zdecydowalismy wiec jechac do Freetown i tam sprobowac, nie mniej zaryzykowalismy, bo do sasiedniego Ivory Coast tez nie wyrabialismy (zawrotna cena).
Dzis jestesmy juz w Sierra, kraj jest po prostu boski, bardzo przypomina Ghane, zarowno zabudowania w stolicy, jak i ludzie, muzyka, jakas taka swoboda i otwartosc. Ostatecznie wiec mozemy tu zostac i skupic sie na tym jednym kraju. Niestety leciec stad raczej nie bedziemy, bilety sa koszmarnie drogie i musielibysmy juz sie pakowac, byc moze z sasiedniego Conakry, najtaniej wyszloby z Accry, ale to juz jest bardzo malo prawdopodobne- kasa, kasa, kasa. Jesli narzekamy na Polske, my w kraju i my zyjacy za granica, ze w stosunku do zarobkow jest po prostu za droga, to co mozna powiedziec o Afryce. Kasia, ktora ma porownanie ze Wschodnia Afryka, twierdzi, ze jest tu dwukrotnie drozej.
Liczac koszty zawyzalismy je a jednak i tak wydajemy wiecej.
Decyzja, co dalej, ktora wciaz odkladamy jest wiec decyzja - czy pozbyc sie wszystkich pieniedzy i znowu na hard corze zaczynac od nowa?
Kasia z Krisem pojechali wlasnie do portu, szukac mozliwosci na poplyniecie do Accry, wiec jak widzicie ciezko nam sie poddac, mimo, ze to moglyby byc naprawde fajne w a k a c j e, takie pod palemka, z rezerwatami przyrody, brakiem utraty wagi ;) hihi itp
Damy znac co postanowilismy, tymczasem pozdrowienia z glosnej, lepiacej sie od wilgoci kafejki we Freetown!
A&K&K
Kochani, trzymamy Kciuki za kolejną kafejkę ;) co by się udało więcej od Was dowiedzieć :P
OdpowiedzUsuńSaba
Wiemy ,że podejmiecie właściwą decyzję , no ale może już wracajcie ...
OdpowiedzUsuńBuziaczki Jedliczaki
Kochani, a my tu liczylismy na jakies zlote rady ...:)
OdpowiedzUsuńDecyzja juz oczywioscie podjeta, nad wyraz rozsadkowa...