TEKST POCHODZI Z MAGAZYNU National Geographic nr 09/2003
”Trzeba zauważyć różnicę między małym gangiem handlarzy a wielką siecią, która używa kont bankowych i Internetu” - tłumaczy profesor Lazos.
”Właściciel jakiegokolwiek baru lub ich sieci, może wysłać najemnika do południowej Bułgarii, by tam kupił kobietę, za gotówkę.
Koszt takiej dziewczyny to granica 1000$ lub, jeśli negocjuje, może uzyskać dwie za tą samą cenę. Najlepiej załatwiać interesy w poniedziałki- wtedy najłatwiej uzyskać najniższą cenę, ponieważ handel odbywa się w czasie weekendów.
Więc w poniedziałek, na spokojnie, może dostać tańsze „resztki”.
Tysiące mil stamtąd odwiedziłem inny uczęszczany szlak migracyjny, którego używali uciekający z Ameryki Środkowej na Północ, El Norte czyli do Stanów Zjednoczonych.
Ojczyznę tych emigrantów zrujnowały wojny lat 80 i 90 tych, następnie natura dokończyła dzieła zniszczenia –najpierw huragan Mitch, który nawiedził Honduras i Nikaraguę w 1998 roku, potem silne trzęsienie ziemi, które uderzyło na Salvador.
Z powodu suszy trwającej ponad 3 lata w dużej części regionu, załamał się środkowo amerykański rynek kawy, zostawiając 600 tyś pracowników przemysłu kawowego na bruku.
W Gwatemali więcej niż pół miliona pracowników plantacji dostrzegło widmo głodu. (...)
Niebezpiecznie jest interesować się jak działają mafie handlujące ludźmi, ale znalazłem kogoś w Atenach, kto dokonał badań na ten temat i poświęcił życie, aby o tym opowiedzieć.
W 1990 roku Grigoris Lazos, profesor socjologii na Uniwerstytecie Panteonu, rozpoczął swoje badania nad prostytucją w Grecji. Postanowił dotrzeć, do samego źródła- do prostytutek. Bezpośrednio przez nie trafił do ludzi, którzy je zniewolili a ciągu dekady, narażając się na dezaprobatę w swoim akademickim środowisku, Lazos uzyskał dostęp do informacji o handlu kobietami od środka; uzyskał klarowny obraz o tej działalności i zbadał relację pomiędzy prostytucją a niewolnictwem w jego kraju. ”Trzeba zauważyć różnicę między małym gangiem handlarzy a wielką siecią, która używa kont bankowych i Internetu” - tłumaczy profesor Lazos.
”Właściciel jakiegokolwiek baru lub ich sieci, może wysłać najemnika do południowej Bułgarii, by tam kupił kobietę, za gotówkę.
Koszt takiej dziewczyny to granica 1000$ lub, jeśli negocjuje, może uzyskać dwie za tą samą cenę. Najlepiej załatwiać interesy w poniedziałki- wtedy najłatwiej uzyskać najniższą cenę, ponieważ handel odbywa się w czasie weekendów.
Więc w poniedziałek, na spokojnie, może dostać tańsze „resztki”.
„Z kolei-kontynuuje prof.- grupy zorganizowane, mafie mają ułatwione zadanie i możliwość prowadzenia negocjacji na odległość. Wystarczy telefon do Moskwy, zażądanie dziewczyny, stamtąd już wysyłają kogoś do Rumunii, potem przez Bułgarię do Grecji. Pośrednicy nawet nie muszą się znać. Zamawiający tylko określa – tyle i tyle kobiet „pierwszej jakości”, tyle i tyle drugiej, itd.
„Pomiędzy 1990 a 2000 rokiem zarobiono na tego typu prostytucji 5,5 miliona dolarów”- Lazos cytuje dane swoich akt.
„Pomiędzy 1990 a 2000 rokiem zarobiono na tego typu prostytucji 5,5 miliona dolarów”- Lazos cytuje dane swoich akt.
„Dobrowolne prostytutki pracujące na swój własny zysk, głównie Greczynki, zarobiły ok 1,5 miliona dolarów.”
Skala działalności oraz zyski greckich handlarzy, których działalność śledził Lazos, nie były w żaden sposób wyjątkowe.
W Trieście, śledczy z lokalnej policji tropił poczynania Josipa Loncaricia, byłego taksówkarza z Zagrzebia.
W Trieście, śledczy z lokalnej policji tropił poczynania Josipa Loncaricia, byłego taksówkarza z Zagrzebia.
Loncaric był właścicielem linii lotniczych w Albanii i Macedonii, był też odpowiedzialny za przewóz tysiąca ludzi przeznaczonych nie tylko do prostytucji, ale też jako taniej siły roboczej w granicach Unii Europejskiej, aż do 2000 roku, kiedy został aresztowany.
Jego żona Chinka, będąca jego biznesowym partnerem, była łącznikiem między chińskimi handlarzami i światem przestępczym, z którym Loncaric ubijał interesy, szmuglując Chińczyków, Kurdów, Irakijczyków, Irańczyków i inne nacje gotowe sprzedać własną wolność, w zamian za nadzieję na lepsze życie.
Wiele z tych ofiar znalazło swoje przeznaczenie w pracy po 18 godzin na dobę we włoskich restauracjach czy fabrykach (…)
Wiele z tych ofiar znalazło swoje przeznaczenie w pracy po 18 godzin na dobę we włoskich restauracjach czy fabrykach (…)
Szacuje się, że przestępcze grupy zorganizowane, specjalizujące się w handlu ludźmi, w ostatnich 10 latach XX wieku, sprowadzały 35 tyś ludzi rocznie z regionu Triestu do Zachodniej Europy.
Trasa szmuglerów biegnąca przez przygraniczne góry i lasy Słowenii, to tylko jedna z tysiąca innych dróg przemytniczych.
Trasa szmuglerów biegnąca przez przygraniczne góry i lasy Słowenii, to tylko jedna z tysiąca innych dróg przemytniczych.
Tysiące mil stamtąd odwiedziłem inny uczęszczany szlak migracyjny, którego używali uciekający z Ameryki Środkowej na Północ, El Norte czyli do Stanów Zjednoczonych.
Ojczyznę tych emigrantów zrujnowały wojny lat 80 i 90 tych, następnie natura dokończyła dzieła zniszczenia –najpierw huragan Mitch, który nawiedził Honduras i Nikaraguę w 1998 roku, potem silne trzęsienie ziemi, które uderzyło na Salvador.
Z powodu suszy trwającej ponad 3 lata w dużej części regionu, załamał się środkowo amerykański rynek kawy, zostawiając 600 tyś pracowników przemysłu kawowego na bruku.
W Gwatemali więcej niż pół miliona pracowników plantacji dostrzegło widmo głodu. (...)
Małe gwatemalskie miasteczko Tecun Uman leży na brzegu rzeki Suchiate.
To tutaj emigranci z Ameryki Środkowej gromadzą się przed wyruszeniem w stronę Meksyku i dalej na północ. Ci z legalnymi dokumentami przekraczają granice na rzece, ci bez dokumentów płaca kilka centów za przewiezienie ich na tratwach zrobionych z dętek ciągnika.
To tutaj emigranci z Ameryki Środkowej gromadzą się przed wyruszeniem w stronę Meksyku i dalej na północ. Ci z legalnymi dokumentami przekraczają granice na rzece, ci bez dokumentów płaca kilka centów za przewiezienie ich na tratwach zrobionych z dętek ciągnika.
Nie ważne skąd pochodzą, większość z nich przyjechała do Tecun Uman bez grosza przy duszy. Są łatwym łupem dla lokalnych hotelarzy, właścicieli barów, szmuglerów- zwanych tu kojotami.
„To jest miasteczko, gdzie wszystko i każdy ma swoją cenę i jest na sprzedaż”.
Niektórzy ze szczęśliwców – emigrantów znajdują tymczasowo bezpieczną przystań w Casa del Migrante- Domu Emigranta, otoczonego murem, znajdującego się zaledwie kilka metrów od błotnistej rzeki.
„Przemawiam tutaj każdego dnia, rano i wieczorem ”- mówi dyrektor Domu, ojciec Ademar Barilli, brazylijski jezuita, który mimo otaczającej go nędzy, pozostaje pełen energii.
„Przemawiam tutaj każdego dnia, rano i wieczorem ”- mówi dyrektor Domu, ojciec Ademar Barilli, brazylijski jezuita, który mimo otaczającej go nędzy, pozostaje pełen energii.
„Mówię o niebezpieczeństwie wynikającym z drogi na północ, zachęcam do zawrócenia. To nie jest najlepszy wybór- powrót do domu, ale gorszym jest wybranie się do USA.”
Barilli ostrzega emigrantów przed szefami mafii w Meksyku, którzy mogą zabrać dokumenty i zmusić ich do niewolniczej pracy na plantacjach.
Opowiada im o burdelach w Tapachula, meksykańskim miasteczku za rzeką, gdzie dziewczęta są zmuszane do prostytucji.
Większość jednak lekceważy jego ostrzeżenia, tak jak to zrobiła Adriana, 14 letnia prostytutka z baru w Tapachula. Zapytana czy nie chce wrócić do Hondurasu, odkrzykuje, że nie chce umrzeć z głodu.
Opowiada im o burdelach w Tapachula, meksykańskim miasteczku za rzeką, gdzie dziewczęta są zmuszane do prostytucji.
Większość jednak lekceważy jego ostrzeżenia, tak jak to zrobiła Adriana, 14 letnia prostytutka z baru w Tapachula. Zapytana czy nie chce wrócić do Hondurasu, odkrzykuje, że nie chce umrzeć z głodu.
Pomimo Barillego i jego Casy Tecun Uman, samo w sobie jest mało bezpieczne. Tydzień przed moim przyjazdem znaleziono martwego „kojota” tuż za bramą miasteczka z setką kuli w ciele.
„Lepiej nie wychodzić w nocy z domu”- ostrzega jezuita.
Wyjaśnia mi również, co właściciele barów mówią dziewczynom przyjeżdżającym każdego dnia do miasteczka-
„Lepiej nie wychodzić w nocy z domu”- ostrzega jezuita.
Wyjaśnia mi również, co właściciele barów mówią dziewczynom przyjeżdżającym każdego dnia do miasteczka-
„Wabią je pracą w restauracji, za barem. Początkowo pracują (one) nawet serwując drinki, po czym właściciel wzywa policję a dziewczyna zostaje aresztowana, bo nie posiada żadnych dokumentów. Siedzi w areszcie. Właściciel wykupuje ją z więzienia, ale tym sposobem staje się jego dłużniczką, musi pracować jako prostytutka, by oddać swój dług, dług nigdy nie zostaje spłacony, więc dziewczyna jest niewolnicą.”
Barilli cytuje też niedawny przypadek z baru Tawerna znajdującego się na autostradzie poza miastem.
Jego właścicielka oszukała 6 dziewcząt w podobny sposób, „niektóre z nich zaszły w ciążę, więc sprzedała również dzieci.”
Częściowo dzięki pracownikom Casy właścicielka baru została aresztowana.
Barilli cytuje też niedawny przypadek z baru Tawerna znajdującego się na autostradzie poza miastem.
Jego właścicielka oszukała 6 dziewcząt w podobny sposób, „niektóre z nich zaszły w ciążę, więc sprzedała również dzieci.”
Częściowo dzięki pracownikom Casy właścicielka baru została aresztowana.
Bezpieczeństwo, o które zaczęto dbać ze wzmożoną siłą po aktach terroru z 11 go września, stało się główną przeszkodą przedostania się za granicę pomiędzy Meksykiem a Stanami.
Wraz z podwyższona kontrolą przyszedł proporcjonalny wzrost ceny za proceder szmuglowania - z 1000 na 2000 $.
W Immokalee na Florydzie siedziałem w pokoju pełnym kobiet i mężczyzn, których oblicza przypominały tych, których spotkałem wcześniej w Tecum Umam.
Prawie wszyscy byli pracownikami farm, zatrudnionymi na rozległych plantacjach Florydy, zbierającymi owoce i warzywa, sprzedawane potem w całych Stanach Zjednoczonych. Wszyscy spotkali się w centrali związków zawodowych farmerów Immokalee (Coalition of Immoklee Workers- CIW), by przedyskutować możliwości zmian w ich źle płatnej pracy.
Prawie wszyscy byli pracownikami farm, zatrudnionymi na rozległych plantacjach Florydy, zbierającymi owoce i warzywa, sprzedawane potem w całych Stanach Zjednoczonych. Wszyscy spotkali się w centrali związków zawodowych farmerów Immokalee (Coalition of Immoklee Workers- CIW), by przedyskutować możliwości zmian w ich źle płatnej pracy.
Kiedy ucichł jeden z gorąco przemawiających farmerów, inny związkowiec pochwycił za gitarę i rozpoczął pieśń o Juanie Munozie, mężczyźnie, który pozostawił rodzinne miasto w Meksyku, by szukać szczęścia w USA, ale skończył gdzies na Florydzie pracując jak niewolnik dla okrutnego szefa, który ukradł jego pieniądze.
Bluesowi pieśniarze komponowali podobne lamenty o nędzy życia na plantacjach „Starego Południa” i myślimy o tych piosenkach jak o części naszej spuścizny.
Ale ta piosenka nie mówi o przeszłości. Juan Munoz jest prawdziwą postacią, 32-letnim mężczyzną, który zostawił swoją farmę w Campache, ponieważ nie mógł wyżywić z niej swojej rodziny. Pokonał szmat drogi do granicy w Marana w Arizonie, gdzie „kojot” obiecał mu pracę przy zbiorze pomarańczy. Podróż miała kosztować 1000 $, za którą mógł zapłacić po uzgodnionym czasie. Po drodze zorientował się jednak, że zamiast do obiecanego raju, dołączył do machiny ekonomicznego niewolnictwa.
Autostrada 27 przebiega przez sam środek cytrusowego kraju na Florydzie, którego zbiory pokrywają w 80 % zapotrzebowanie na sok pomarańczowy w Stanach Zjednoczonych.
Ale ta piosenka nie mówi o przeszłości. Juan Munoz jest prawdziwą postacią, 32-letnim mężczyzną, który zostawił swoją farmę w Campache, ponieważ nie mógł wyżywić z niej swojej rodziny. Pokonał szmat drogi do granicy w Marana w Arizonie, gdzie „kojot” obiecał mu pracę przy zbiorze pomarańczy. Podróż miała kosztować 1000 $, za którą mógł zapłacić po uzgodnionym czasie. Po drodze zorientował się jednak, że zamiast do obiecanego raju, dołączył do machiny ekonomicznego niewolnictwa.
Autostrada 27 przebiega przez sam środek cytrusowego kraju na Florydzie, którego zbiory pokrywają w 80 % zapotrzebowanie na sok pomarańczowy w Stanach Zjednoczonych.
Zbieracze pracujący na tutejszych polach są w większości nielegalnymi imigrantami przybywającymi tam bez środków do życia. Za ten ciężki kawałek chleba dostają rocznie ok 7,5 tyś $. (…)
Sytuacja sweatshopów ( to termin służący na określenie zakładów produkcyjnych, czy właśnie plantacji, w których występują ciężkie lub niebezpieczne warunki pracy, zwykle kiedy pracujący nie mają zapewnionych żadnych praw ochronnych ani nie są objęci formalnymi stosunkami pracy. ) jest niemal nie do ruszenia, korporacje, które kupują zbiory z takich plantacji mają jednocześnie moc utrzymywania niskich cen i co za tym idzie płacenia za te uprawy niskiej stawki, sprawiając tym samym, że pensje wypłacane zbieraczom są również bardzo niskie.
Źle opłacany pracownik szybko korzysta z możliwości zmiany pracy na inną, więc pracodawcy mierzą się z dużą rotacją zatrudnionych- chyba, że uciekają się do nielegalnych działań zmieniając swoje farmy w swoiste obozy pracy, groźbą zapewniając sobie posłuszeństwo podwładnych.
Źle opłacany pracownik szybko korzysta z możliwości zmiany pracy na inną, więc pracodawcy mierzą się z dużą rotacją zatrudnionych- chyba, że uciekają się do nielegalnych działań zmieniając swoje farmy w swoiste obozy pracy, groźbą zapewniając sobie posłuszeństwo podwładnych.
W takiej właśnie sytuacji znalazł się Juan Munoz wraz z 700 innymi osobami w dobrze strzeżonych obozach nadzorowanych przez rodzinę Ramos.
„Wszyscy oni zostali wyłapani przez kojotów, którzy zaoferowali im zabranie na Florydę, gdzie następnie zostali sprzedani szefom mafii”- opowiadał Romeo Ramirez, 21 letni Gwatemalczyk, który potajemnie znalazł się na farmie Ramosów, by zbadać ten proceder w imieniu CIW.
„Wszyscy oni zostali wyłapani przez kojotów, którzy zaoferowali im zabranie na Florydę, gdzie następnie zostali sprzedani szefom mafii”- opowiadał Romeo Ramirez, 21 letni Gwatemalczyk, który potajemnie znalazł się na farmie Ramosów, by zbadać ten proceder w imieniu CIW.
„Żyli tam w ośmiu różnych obozach dookoła Lake Plecid, mieszkając w fatalnych warunkach, w czterech w jednym pokoju, śpiąc na sprężynach”.
„Wiedzieli, że będą bici za próbę ucieczki” – mówi Ramirez- opowiadając plotkę o jednym uciekinierze, który miał zmiażdżone młotkiem kolana i został wyrzucony na drogę z samochodu jadącego 60 km/h .
„Pracownicy byli opłacani przez plantatorów w każdy piątek, ale potem byli zmuszani płacić za mieszkanie, jedzenie, które zawsze kosztowało więcej niż ich wynagrodzenie”.
W 2001 roku zespół z CIW`u pomógł czterem robotnikom, w tym Munozowi, uciec z plantacji. Bodźcem do działania było danie jednoznacznego świadectwa przez uciekinierów.
(...)
Rodzina Ramosów została oskarżona o handel niewolnikami, haracze, posiadanie broni palnej.
W czerwcu 2002 roku bracia Ramos zostali razem skazani na 34 lata i 9 miesięcy więzienia.
(...)
Główny obóz, gdzie Ramos trzymał swoje ofiary, znajdował się na obrzeżach miasta. Po drugiej stronie trzymanej w uwięzi społeczności – Lakefront Estates- znajdował się ośrodek spokojnej starości.
„Niewolnicy na Florydzie byli niewidzialni, ta część naszej gospodarki istnieje w równorzędnej rzeczywistości”- mówi Laura Germino z CIW.
„Ludzie grają golfa a obok znajdują się obozy pracy. Dwa światy, mówiące zupełnie różnymi językami”
W czerwcu 2002 roku bracia Ramos zostali razem skazani na 34 lata i 9 miesięcy więzienia.
(...)
Główny obóz, gdzie Ramos trzymał swoje ofiary, znajdował się na obrzeżach miasta. Po drugiej stronie trzymanej w uwięzi społeczności – Lakefront Estates- znajdował się ośrodek spokojnej starości.
„Niewolnicy na Florydzie byli niewidzialni, ta część naszej gospodarki istnieje w równorzędnej rzeczywistości”- mówi Laura Germino z CIW.
„Ludzie grają golfa a obok znajdują się obozy pracy. Dwa światy, mówiące zupełnie różnymi językami”
W ciągu ostatnich 6 lat udało się ujawnić pięć spraw dotyczących „rolnego niewolnictwa” na Florydzie. (…)
Handel niewolnikami w USA wykracza dziś daleko poza gospodarstwa rolne, sięgając do niemal wszystkich dziedzin gospodarki. W 95 roku więcej niż 70 tajskich kobiet zostało uratowanych po latach niewolniczej pracy szwaczek na przedmieściach Los Angeles (…)
W czerwcu 2001 agenci federalni w Yakima w stanie Waszyngton aresztowali właścicieli firmy sprzedającej lody i oskarżyli ich o wykorzystywanie Meksykanów do pracy na ulicach miasta.
Cytując dane Kevina Balesa na chwilę obecną w USA jest od 100 do 150 tyś niewolników. Departament Stanu szacuje liczbę przemycanych do USA ludzi na ok 20 tyś rocznie.
Handel niewolnikami w USA wykracza dziś daleko poza gospodarstwa rolne, sięgając do niemal wszystkich dziedzin gospodarki. W 95 roku więcej niż 70 tajskich kobiet zostało uratowanych po latach niewolniczej pracy szwaczek na przedmieściach Los Angeles (…)
W czerwcu 2001 agenci federalni w Yakima w stanie Waszyngton aresztowali właścicieli firmy sprzedającej lody i oskarżyli ich o wykorzystywanie Meksykanów do pracy na ulicach miasta.
Cytując dane Kevina Balesa na chwilę obecną w USA jest od 100 do 150 tyś niewolników. Departament Stanu szacuje liczbę przemycanych do USA ludzi na ok 20 tyś rocznie.
Wielu z nich kończy jako prostytutki albo pracownicy na farmach. Część z nich pracuje jako pielęgniarki, inni zatrudniani są w prywatnych domach jako pomoc. (…)
„To miał być kraj, do którego ludzie uciekają od niewoli, a nie gdzie są w nią uwikłani” - mówi prokurator generalny John Ashcroft.
Jednak niektórzy historycy twierdza, że niesławny transatlantycki handel niewolnikami , podczas którego dostarczono miliony Afrykańczyków do Nowego Świata, został zniesiony tylko dlatego, że przestał dawać ekonomiczny profit.
Właśnie teraz handlarze niewolników, od Bośni po Florydę -odkryło na nowo rentowność handlu ludźmi.
Oznacza to, że w XXI wieku niewolnictwo jest daleko od przejścia do historii.
AUTOR - Andrew Cockbush
„To miał być kraj, do którego ludzie uciekają od niewoli, a nie gdzie są w nią uwikłani” - mówi prokurator generalny John Ashcroft.
Jednak niektórzy historycy twierdza, że niesławny transatlantycki handel niewolnikami , podczas którego dostarczono miliony Afrykańczyków do Nowego Świata, został zniesiony tylko dlatego, że przestał dawać ekonomiczny profit.
Właśnie teraz handlarze niewolników, od Bośni po Florydę -odkryło na nowo rentowność handlu ludźmi.
Oznacza to, że w XXI wieku niewolnictwo jest daleko od przejścia do historii.
AUTOR - Andrew Cockbush
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz