Leżała na podłodze w kanu zanurzona w kilku calach brudnej wody wraz z innymi ludźmi.
Jej wyczerpane podróżą ciało okryte było tkaną matą. Mogła czuć rytmiczne pociągnięcia wioseł przez Bonnego - sternika łodzi, ale nie mogła widzieć dokąd ją zabierają.
Podróż w jakiej się znalazła trwała 3 miesiące, wpierw lądem, potem łodziami spływającymi z nurtem rzek, przeprawami przez mokradła. Kilkukrotnie została podczas tej drogi sprzedana.
W pewnej łodzi, którą nazywano łodzią - domem "canoe-house" dowiedziała się, wraz z innymi przebywającymi tam ludźmi, że przed nimi ostatnia część podróży.
Teraz dźwignęła się nieco, na tyle, że udało się jej wychylić głowę ponad krawędź burty. W oddali majaczył kontur "Owba Coocoo" strasznego statku, zbudowanego po to aby przekraczać "wielką wodę".
Już wcześniej o nim słyszała, mówiły o nim najgorętsze plotki opowiadane we wsi - a być sprzedanym białemu człowiekowi i zabranym do "Owba Coocoo" było w nich największą do wyobrażenia karą losu.
Raz po raz kanu kołysane było przez spienioną falę. Unosiło się i opadało, a gdy opadał dziób łódki kobieta mogła dostrzec statek wyglądający jak dziwacznie uformowana wyspa na horyzoncie. W miarę zbliżania się do celu, wyglądało to bardziej jak olbrzymia skrzynia z drewna z wystającymi w górę trzema szpilami.
Wiatr wzmógł się i nagle poczuć mogła szczególny ale nie nieznany zapach potu, ostry zapach strachu i kwaśną woń wymiocin. Dreszcz wstrząsnął jej ciałem.
W tej chwili po lewej stronie burty dostrzegła niewielką wysepkę i szybko podjęła decyzję. Wiosła jeszcze raz pchnęły wodę, drugi, trzeci, za czwartym razem kobieta wyskoczyła za burtę, płynąc co sił nerwowo przed siebie, aby uciec handlarzom. Dwóch mężczyzn wskoczyło za nią, jednak szybko się wycofali. Gdy brodziła po piachu, zauważyła dużego, długiego na ok. 8 stóp, szarego rekina z małymi okrągłymi oczyma, który krążył teraz wokół kanu.
Odganiając rekina wiosłami, marynarze płynęli łodzią ku wysepce.
Mężczyźni wkrótce otoczyli, nie mającą dokąd uciec kobietę, związali ją i wrzucili z powrotem do łodzi.Po chwili wiosłowali ponownie w kierunku wielkiego statku na horyzoncie, uprzyjemniając sobie rejs śpiewem.
Bezimienna mogła usłyszeć początkowo niezbyt wyraźny, potem już czysty dźwięk fal uderzających o kadłub wielkiego statku, a także skrzypienie drzewa z jakiego został wykonany. Odgłosy te zagłuszały inne, dochodzące gdzieś z oddali okrzyki.
Statek rósł większy i stawał się coraz bardziej przerażający, a odgłosy dochodzące z niego coraz bardziej donośniejsze. W niższej części statku płacz i zawodzenie, w innej żałosny śpiew, z innej części dobiegał anarchiczny hałas dzieci potęgowany przez uderzające o drewno tu i tam ręce. Czasem jakieś słowo lub dwa udało się wychwycić w hałasie: ktoś pytał o mannę, wodę, ktoś o kurs, ktoś inny wznosił prośby do ducha "Myabecca".
Gdy sternicy kanu wymanewrowali łódką tak aby przybić do długiej burty dużego statku, kobieta zobaczyła ciemne twarze otoczone przez małe otwory w burcie statku, tuż na linią wody - wpatrujące się w nią z uwagą. Ponad nią tuzin czarnych kobiet i dzieci, oraz kilku czerwono - twarzowych mężczyzn przypatrywało się jej znad jakiejś poręczy. Widzieli ją jak próbowała uciec na niewielką wysepkę.
Nagle jakiś mężczyzna chrypiącym, doniosłym głosem wydał rozkazy.Kobieta dostała się na wesel przewożący niewolników.
Powyższy tekst jest tłumaczeniem własnym fragmentu książki "The Slave Ship: A Human History" - Marcusa Redikera - tłumaczył KJ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz