Zakończył się „Festiwal of tomorrow”, lecz nie zakończył się nasz pobyt w Ghanie.
Dzięki temu mogliśmy zwrócić całą naszą uwagę na realizację celów, jakie zakładaliśmy planując wyprawę.
Przypomnijmy więc, że wyprawa „Door of no return” ma być pierwszym etapem szerokiego projektu mającego na celu wytyczenie i utworzenia szlaku turystycznego łączącego miejsca związane z transatlantyckim handlem niewolnikami oraz miejsca atrakcyjne turystycznie, jak parki i rezerwaty przyrody.
Teraz mając ograniczony już czas i zasoby pieniężne ruszyliśmy ku wybrzeżu bogatemu w pozostałości z czasów kolonialnych- w Ghanie znajduje się ponad dwadzieścia fortów i zamków oraz wiele nie wymienianych w przewodnikach ruin, m.in. doskonale znane nam pozostałości po holenderskim forcie Nasau w Moree.
Jadąc wybrzeżem na Wschód od Cape Coast odwiedzamy miejscowości Sekondi i Tokaradi, w których aż roi się od zabudowań pamiętających XVII i XVIII wiek, rozpadających się jednak pod wpływem czasu ruder i starych kamienic. Zmierzamy w stronę Axim.
Axim to niewielka miejscowość nad Atlantykiem, miejscowość jednak niezwykła bo w niej stoi jeden z najstarszych obiektów w Afryce wzniesionych tutaj przez europejskie potęgi, fort Święty Antoni.
Jego budowę rozpoczęli Portugalczycy w 1503 roku, kończąc po 12 latach. Od 1515 fort zaczął pełnić rolę
„bazy wysyłkowej” dla towarów z Afryki – w szczególności złota.
Długo by mówić o historii samego obiektu, jak i historii pojedynczych ludzi związanych z miejscem.
Wiele dowiadujemy się w rozmowie z lokalnym przewodnikiem Samuelem, m.in. o losach mieszkańców wioski, których handlarze przemycali do fortu w zamian za paczkę tytoniu, butelkę alkoholu, broń, ubranie.
Stajemy przed drzwiami, z których dla niewolnika nie było powrotu. To niewielkie jednoskrzydłowe drzwiczki, za którymi kryje się ciemny tunel, biegnący aż do oddalonej o jakieś 400 m wyspy, do której przybijał statek handlowy.
Dla utrzymania tajemnicy, dobra ze statku były przywożone mniejszymi łodziami do fortu, natomiast<, czyli ludzie, przechodzili tunelem na wyspę, gdzie byli chwytani i przetrzymywani w lukach towarowych żaglowca. Obserwator z zewnątrz nie mógł wiedzieć co tak naprawdę dzieje się z werbowanymi do fortu ludźmi.
Fort Axim to perełka na szlaku jaki chcemy utworzyć, tak samo jak znany zamek w Elminie, czy Cape Coast.
W drodze powrotnej odwiedzamy też Fort Orange zbudowany w 1640 przez Holendrów. Niestety obiekt dziś pełni rolę latarni morskiej oraz kamienicy mieszkalnej jednocześnie, przez co traci wiele ze swojego potencjału jako obiektu turystycznego jak i historycznego.
Widząc zaledwie garstkę miejsc jakie planowaliśmy zobaczyć, zdajemy sobie sprawę z ogromnego zapotrzebowania na tego typu inicjatywy oraz z otwartości ludzi na nie. Rozmawiając ze zwykłymi ludźmi – obecnymi mieszkańcami fortów, jak i przewodnikami po tych udostępnionych do zwiedzania, dowiadujemy się znacznie więcej ciekawych szczegółów z historii tych miejsc, niż z każdej z przeczytanych do tej pory pozycji książkowej, czy informacji w Internecie. Zadajemy sobie ciągle pytanie, czy chcemy kontynuować to co udało nam się rozpocząć? Odnajdujemy w sobie jedną odpowiedź – tak!
Cieszymy się, że udało się osiągnąć cele najważniejsze, żałujemy, że z wielu musieliśmy zrezygnować. Jednak backpackerska podróż z minimalnym zapleczem finansowym nie pozwoliła na dotarcie wszędzie tam, gdzie sobie wymarzyliśmy. Musieliśmy zrezygnować z części zaplanowanych zadań dla możliwości bezpiecznego powrotu –te wszystkie doświadczenia, nowe znajomości i kontakty z zaangażowanymi w problematykę ludźmi, pozwolą nam lepiej przygotować, zorganizować kolejną wyprawę, tym razem już ekspedycję naukową do krajów i miejsc połączonych „łańcuchem i kajdanami” historii.
Dzięki temu mogliśmy zwrócić całą naszą uwagę na realizację celów, jakie zakładaliśmy planując wyprawę.
Przypomnijmy więc, że wyprawa „Door of no return” ma być pierwszym etapem szerokiego projektu mającego na celu wytyczenie i utworzenia szlaku turystycznego łączącego miejsca związane z transatlantyckim handlem niewolnikami oraz miejsca atrakcyjne turystycznie, jak parki i rezerwaty przyrody.
Teraz mając ograniczony już czas i zasoby pieniężne ruszyliśmy ku wybrzeżu bogatemu w pozostałości z czasów kolonialnych- w Ghanie znajduje się ponad dwadzieścia fortów i zamków oraz wiele nie wymienianych w przewodnikach ruin, m.in. doskonale znane nam pozostałości po holenderskim forcie Nasau w Moree.
Jadąc wybrzeżem na Wschód od Cape Coast odwiedzamy miejscowości Sekondi i Tokaradi, w których aż roi się od zabudowań pamiętających XVII i XVIII wiek, rozpadających się jednak pod wpływem czasu ruder i starych kamienic. Zmierzamy w stronę Axim.
Axim to niewielka miejscowość nad Atlantykiem, miejscowość jednak niezwykła bo w niej stoi jeden z najstarszych obiektów w Afryce wzniesionych tutaj przez europejskie potęgi, fort Święty Antoni.
Jego budowę rozpoczęli Portugalczycy w 1503 roku, kończąc po 12 latach. Od 1515 fort zaczął pełnić rolę
„bazy wysyłkowej” dla towarów z Afryki – w szczególności złota.
Długo by mówić o historii samego obiektu, jak i historii pojedynczych ludzi związanych z miejscem.
Wiele dowiadujemy się w rozmowie z lokalnym przewodnikiem Samuelem, m.in. o losach mieszkańców wioski, których handlarze przemycali do fortu w zamian za paczkę tytoniu, butelkę alkoholu, broń, ubranie.
Stajemy przed drzwiami, z których dla niewolnika nie było powrotu. To niewielkie jednoskrzydłowe drzwiczki, za którymi kryje się ciemny tunel, biegnący aż do oddalonej o jakieś 400 m wyspy, do której przybijał statek handlowy.
Dla utrzymania tajemnicy, dobra ze statku były przywożone mniejszymi łodziami do fortu, natomiast
Fort Axim to perełka na szlaku jaki chcemy utworzyć, tak samo jak znany zamek w Elminie, czy Cape Coast.
W drodze powrotnej odwiedzamy też Fort Orange zbudowany w 1640 przez Holendrów. Niestety obiekt dziś pełni rolę latarni morskiej oraz kamienicy mieszkalnej jednocześnie, przez co traci wiele ze swojego potencjału jako obiektu turystycznego jak i historycznego.
Widząc zaledwie garstkę miejsc jakie planowaliśmy zobaczyć, zdajemy sobie sprawę z ogromnego zapotrzebowania na tego typu inicjatywy oraz z otwartości ludzi na nie. Rozmawiając ze zwykłymi ludźmi – obecnymi mieszkańcami fortów, jak i przewodnikami po tych udostępnionych do zwiedzania, dowiadujemy się znacznie więcej ciekawych szczegółów z historii tych miejsc, niż z każdej z przeczytanych do tej pory pozycji książkowej, czy informacji w Internecie. Zadajemy sobie ciągle pytanie, czy chcemy kontynuować to co udało nam się rozpocząć? Odnajdujemy w sobie jedną odpowiedź – tak!
Cieszymy się, że udało się osiągnąć cele najważniejsze, żałujemy, że z wielu musieliśmy zrezygnować. Jednak backpackerska podróż z minimalnym zapleczem finansowym nie pozwoliła na dotarcie wszędzie tam, gdzie sobie wymarzyliśmy. Musieliśmy zrezygnować z części zaplanowanych zadań dla możliwości bezpiecznego powrotu –te wszystkie doświadczenia, nowe znajomości i kontakty z zaangażowanymi w problematykę ludźmi, pozwolą nam lepiej przygotować, zorganizować kolejną wyprawę, tym razem już ekspedycję naukową do krajów i miejsc połączonych „łańcuchem i kajdanami” historii.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz